O nazwach aut

Jesteśmy dumni z naszej tradycyjnej polskiej kuchni: na wigilijnym stole nie może zabraknąć pysznych, robionych zgodnie z babciną recepturą, kebabów w bułce z sosem mieszanym, a niedzielny rodzinny obiad spędzamy przy staropolskim gyrosie z frytkami.

www.automobilesreview.com

Jesteśmy dumni z naszej tradycyjnej polskiej kuchni: na wigilijnym stole nie może zabraknąć pysznych, robionych zgodnie z babciną recepturą, kebabów w bułce z sosem mieszanym, a niedzielny rodzinny obiad spędzamy przy staropolskim gyrosie z frytkami. Jesteśmy otwarci na zagraniczne jedzenie, a do najlepszych należy kuchnia włoska.
 
Włoska kuchnia szybko przyjęła się w polskich realiach. Zna ją każdy: pizzerii jest tak samo dużo jak aptek i fotoradarów razem wziętych, a spaghetti to podstawa studenckiej diety (w pierwszym tygodniu po otrzymaniu przelewu od rodziców). Czemu jest taka popularna? Czy chodzi o jej smak, prostotę przyrządzania, a może o kolory?
 
Nie. Chodzi o nazwy potraw.
 
Zasiadasz we włoskiej restauracji, otwierasz menu i zamawiasz. Jako przystawki prosisz bruschette focacci zsoppressata. Czyż nie brzmi to apetycznie? A przecież to tylko chleb z salami. Dalej zamawiasz minestrone, ravioli zricottą, tortelini posypane pecorino oraz saltimbocca alla Romana z gnocchi . Tak naprawdę to zwykła zupa warzywna, którą zrobisz w 5 minut z mrożonki, małe pierożki ze śmierdzącym serem i szynką, która oprócz tego, że jest droga, niczym się nie różni od starych, wysuszonych i przeterminowanych szynek sprzedawanych w osiedlowym sklepiku. Wszystko to popijasz winem Candia dei Colli oraz Brunello di Montalcino, które smakują tak samo jak te stojące na dolnej półce w monopolowym U Mietka. Na deser cannolo panettone.


Oczywiście, że włoskie jedzenie jest pyszne, ale jego urok to nie tylko smak, ale także wygląd i właśnie nazwy. Przecież te określenia mówią: skosztuj mnie, smakuj mnie, degustuj. Już czytając same nazwy potraw czujesz ich zapach i smak, widzisz włoskiego rumianego kucharza otoczonego wielkimi okrągłymi serami Parmigiano Reggiano i odnosisz wrażenie, że nie jesteś w Ciechanowie w taniej knajpie, tylko w klimatycznej restauracji Trattoria del violo na Sycylii.
 
Odpowiedź na pytanie, czemu nie przyjęła się u nas kuchnia niemiecka, nasuwa się sama.
 
Wchodzisz do niemieckiej restauracji, salutujesz, otwierasz kartę dań i zamawiasz zestaw podrywacza: hackbraten, rostbratwurst i weisswurste. Czy te potrawy kuszą swoją wytworną nazwą? Raczej nie, ale brzmią bardzo adekwatnie do tego jak smakują i z czego są zrobione: mięso mielone doprawione czosnkiem, kiełbaski z rusztu oraz biała kiełbasa z musztardą. Druga kwestia: nawet jak lubisz taką kuchnię to i tak w restauracji otrzymasz coś zupełnie innego niż zamawiasz, bo przecież nie wymówisz poprawnie nazwy chleba sonnenblumenkernbrot, roggenmischbrot lub weizenmischbrot. To może jakiś deser? Apfelstrudel brzmi jak rozkaz rozstrzelania, więc unikałbym tej potrawy.
 
Niemieckie danie nie woła do ciebie: skosztuj mnie lub degustuj. Ono krzyczy: nażryj się jak świniak, beknij i wychyl browara.
 
Niemieckie firmy oznaczają swoje auta kombinacją liter i liczb, aby ułatwić poruszanie się w gąszczu modeli. Czy to działa? Nie. Weźmy pod uwagę BMW 520d – jest to limuzyna serii 5 z silnikiem, jak sama nazwa podpowiada, diesla o pojemności 2 litrów. Tak więc 525 to pojemność 2.5, a 518 to 1.8 litra. Nic z tych rzeczy. Wszystkie mają 2litrowy silnik, a różnią się wyłącznie mocą. To może Audi? Audi oznacza swoje modele literą i cyfrą, tak więc mamy Audi A1, A2 (już mało kto pamięta o tym autku), A3, A4, A5, A6, A7, A8, S1, S3, S4, S5, S6, S7, S8, RS3, RS4, RS5, RS6, RS7, do tego R8, TT i cała rodzina Q (i pewnie jeszcze z miliony innych). Czy taka ilość oznaczeń coś ułatwia? Nie sądzę. W Porsche mamy kilkanaście różnych oznaczeń modelu 911, a Mercedes klasy C W204 250cdi ma, rzecz jasna, pojemność 2.1 litra. 

Tak więc tego typu oznaczenia nie tylko nie ułatwiają rozróżniania poszczególnych modeli, ale także powodują, iż traktujemy samochody bezuczuciowo: nazwa nie zachęca nas do bliższego zapoznania się z autem, nie wzbudza żadnych emocji, a pomyłka A3 A8 przy zakupie Audi, może być niemiłym przeżyciem.

Czy swoje dzieci nazywasz zgodnie z kolejnością ich przyjścia na świat i płcią: 1c (chłopiec), 2d (dziewczynka), 3 znów d lub np. ilością godzin porodu: 7h, 2h, 27h nie zapomnę Ci tego synku? Oczywiście, że nie. Córkę nazywasz Julia, a chłopca Jakub.

W kraju, w którym sprzedawczyni w sklepie nie wita cię zwrotem czego?, tylko buongiorno, a w knajpie zamiast wypad łajzo, usłyszysz buonanotte, także nazwy samochodów brzmią zdecydowanie inaczej. Alfa Romeo Giulietta – tak chyba dam na imię córce. Pagani Zonda - nazwa tego supersportowego auta brzmi groźniej niż przekleństwo z ust seryjnego mordercy. Maserati Quattroporte to ostatnie słowa umierającego szefa włoskiej mafii, które oddają charakter auta. Jednak mistrzami w nazewnictwie swoich modeli są Ferrari i Lamborghini.
 
Lamborghini lubuje się w długich nazwach, trudnych do napisania i przeczytania: Lamborghini Gallardo Superleggera lub Lamborghini Aventador – brzmi dumnie, nawet złowrogo, wiesz, że masz doczynienia z potężną bestią. 
 


Aby zadowolić tych, którzy przekładają liczby nad litery, modele Ferrari oznaczone są 3 cyframi. Dla tych, którzy jednak potrafią czytać, dodano nazwy: Modena, Maranello, Daytona, Fiorano. Co najśmieszniejsze, są to zwykłe nazwy miejscowości lub torów, ale po włosku brzmią wybornie. Jednak chyba najpiękniej nazwany jest model Ferrari 612 Scaglietti. Wysoki numer zdradza, że to auto z górnej półki, z potężnym silnikiem, a nazwa (nazwisko projektanta Ferrari) rozwiewa wątpliwości dotyczące linii auta – samochód wygląda tak świetnie, jak brzmi jego nazwa: lekko, luksusowo, wyrafinowanie. Włoskie nazwy aut oddają ich sportowych charakter, opisują finezyjne kształty, wzbudzają pożądanie. Dlatego tak je uwielbiamy.
 
Wydaje Ci się, że nazwa auta jest nieistotna? To, która z kobiet oczarowałaby Cię przedstawiając swoje auto, gdybyś nie wiedział, jak te samochody wyglądają:
- Das ist meine BMW fünfhundertvierundfünfzig diesle.
czy:
- Questa è la mia fiat cinquecento sporting.
?
 
Przepraszam wszystkich będących na diecie, którzy po przeczytaniu tego wpisu, pomaszerowali do kuchni w poszukiwaniu makaronu, zeszklonej złocistej cebulki, przysmażonej czerwonej wołowiny, bukietu przypraw oraz sosu z soczystych pomidorów.

JD

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Blogi:

Pin-Up Racing Team - nowy zespół wyścigowy Giełda klasyków: Ferrari 275 GTB/4 ex-Romana Polańskiego O wujku Staszku, czyli opowieść o Dużym Fiacie Kreatywna technologia Citroëna [Notka z drogi] Strzelanie i podpalanie - czyli coś, co tygryski lubią najbardziej Nie patrzcie na wyniki Hyundaia bo są nieistotne Gumball 3000 w Warszawie - fotorelacja Skrzydlata legenda Honda CBF? Nie, dziękuję. Król Senna Vintage Auto Art w galerii Kuratorium O wyprawach motocyklowych i technikach jazdy Teraz możecie sobie ulżyć - Robert Kubica jest niebezpieczny! [Niedzielne popołudnie] Limity prędkości, rozmowy przez telefon oraz picie piwa Dużo mocy - samobójstwo czy większe bezpieczeństwo? Klasyczny rekin Wizjoner Chris Bangle i BMW serii 7 E65 Giełda klasyków: Paryskie boginie BMW M1 - niemiecki klasyk na płótnie Bolesne zderzenie z rzeczywistością... Giełda klasyków: Wyścigowe legendy w Paryżu Walki marek motoryzacyjnych, cz.1 Jak dobrać odpowiednią muzykę do jazdy? Jesienne Lamborghini Gallardo na płótnie

Popularne w tym tygodniu:

Audi A3 Sportback 1.4 TFSI e-tron – test [wideo] Mercedes-Benz Citan Tourer 112 AT – test [wideo] Volkswagen Golf Variant (FL) 2.0 TDI 150 KM Highline – test [wideo] Peugeot 308 1.2 PureTech 130KM EAT6 Allure – test [wideo]